Budowa geomorfologiczna, wylesianie i zmiany klimatyczne powodują, że w centralnej Polsce występują susze – powiedział PAP ekohydrolog prof. Maciej Zalewski. Dodał, że w 50 proc. efekt cieplarniany zależy od każdego z nas.
Prof. Zalewski, dyrektor Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii PAN pod auspicjami UNESCO (ERCE) w Łodzi, powiedział PAP, że ilość opadów i stan wód podziemnych zależą m.in. od budowy terenu.
Góry generują tak zwane opady orograficzne – wynikające z różnicy wysokości. Wilgotne powietrze przesuwa się tam w górę po zboczach i skrapla się. Dlatego na Rysach średnia roczna opadów wynosi 2,5 m, a w nizinnej centralnej Polsce tylko pół metra – wyjaśnił naukowiec.
Dodał, że dodatkowo suszę w Łodzi, Warszawie, Radomiu albo Piotrkowie Trybunalskim wzmaga duża odległość od morza.
Europa jest w zasięgu oddziaływania Atlantyku, czasem Morza Śródziemnego. W przeszłości z reguły przeważała na naszym kontynencie cyrkulacja wschód-zachód. Ale ze względu na postępujące zmiany klimatu, czyli tak zwany efekt cieplarniany, mamy w tej chwili coraz większą ilość energii w atmosferze. Coraz cieplejsze powietrze oznacza coraz więcej pary wodnej, stąd deszcze nawalne, ale również intensywniejsze parowanie – wskazał prof. Zalewski.
Zaznaczył, że dodatkowo na susze wpływa najmniejsze w kraju zalesienie regionu centralnego.
Coraz lepiej udokumentowana jest teoria nazywana Biotic Pomp, czyli pompą biotyczną. Ta koncepcja zakłada, że lasy zasysają wilgotne powietrze znad oceanu, wytwarzają wiatry wiejące w głąb lądu i pojawia się tam więcej opadów, przechwytywanych również przez lasy. Tymczasem w centralnej Polsce lasów jest bardzo mało – podkreślił badacz.
Tłumaczył, że zjawisko transferu wilgotnego powietrza znad oceanów nad kontynent występuje dzięki istnieniu dużych kompleksów leśnych.
Zjawisko to jest w pewnym zakresie znane m.in. szybownikom. Szybownicy mówią o kominach ciepłego powietrza nad nagrzanymi przez słońce wydmami. Wykorzystują je, żeby wzbić się wyżej. Unikają natomiast mokradeł i lasów, bo tam powietrze przemieszcza się w odwrotnym kierunku, w dół – powiedział PAP.
Kolejną przyczyną suszy w tym regionie jest według ekohydrologa rolnictwo przemysłowe:
Powoduje ono tak zwaną homogenizację krajobrazu. Mamy tendencję do tworzenia wielkich, otwartych przestrzeni, bo nowoczesne maszyny rolnicze mogą tam działać bez przeszkód.
Założyciel ERCE PAN podkreślił, że takie ujednolicanie krajobrazu wpływa na zwiększenie prędkości wiatru.
A jak każdy z nas wie, choćby dzięki używaniu suszarki do włosów, że im szybciej wiatr wieje, tym szybciej następuje parowanie – przypomniał.
Naukowiec wspomniał o swoim projekcie renaturyzacji łódzkiej rzeki Sokołówki, realizowanym w ramach projektu SWITCH i finansowanym przez Komisję Europejską. – W Łodzi jest 18 rzek. Część z nich odprowadza tylko wody burzowe. One są może brudne, ale wciąż jest w nich życie – opowiadał.
Zdaniem badacza wody burzowe powinno się w większym stopniu zatrzymywać w obszarach zielonych i częściowo odprowadzać do tych rzek, redukując zagrożenie podtopień, ale pod warunkiem, że będą podczyszczane na terenie miasta, co umożliwia ich retencjonowanie w zbiornikach. – Kilkanaście lat temu zaproponowałem z zespołem ERCE utworzenie w Łodzi „błękitno-zielonej sieci”, która pozytywnie wpływa nie tylko na samopoczucie, ale i na zdrowie mieszkańców – podkreślił.
Projekt ten został wprowadzony w życie, a w 2018 r. jego rozwiniecie w projekcie LIFE+ EHREK Komisja Europejska nagrodziła wyróżnieniem „Best of the Best Life +”.
Odprowadzanie wód burzowych do zbiorników retencyjnych i zalesianie wpływają również na odbudowę zasobów wód podziemnych.
Eksploatujemy je coraz intensywniej, obserwowane są okresowe braki w wody studniach. O te zasoby trzeba dbać, bo choć są w Polsce spore, to nie nieskończone. W centralnej Polsce jest nieźle z wodami podziemnymi, ale niektóre obszary, na przykład Dolny Śląsk, są w nie bardzo ubogie – ostrzegł badacz.
Dodał, że choć np. promieniowania słonecznego nie możemy regulować, ale ujednolicanie krajobrazu to jeden z czynników, na które mamy wpływ. -
W miastach możemy redukować wyspy ciepła, sadząc zieleń; powinniśmy pozostawiać zadrzewione fragmenty pól. Efekt cieplarniany w długim horyzoncie czasowym zależy w 50 proc. od każdego z nas. Zmniejszymy zmiany klimatyczne, jeśli będziemy fundowali sobie fotowoltaikę, magazyny energii, samochody zużywające 3 litry, a nie 15 litrów paliwa – radził.
Zdaniem naukowca drugie 50 proc. stanu naszej planety zależy od decyzji polityków. – Europa daje dobry przykład, przoduje w regulacjach i politykach, w których uwzględnia bezpieczną przyszłość następnych pokoleń – ocenił prof. Maciej Zalewski.
Anna Bugajska (PAP)
Komentarze 3