W Piotrkowie atakują karmicieli kotów

Tydzień Trybunalski Czwartek, 24 września 202055 3377
Około 150 osób w Piotrkowie (oficjalnie) dokarmia bezdomne zwierzęta. W praktyce jest ich znacznie więcej. Wydaje się, że jeszcze więcej jest tych, którym to przeszkadza. Niczym nieuzasadnioną agresję budzi w nich ktoś, kto wystawia przed blokiem karmę dla kotów czy miskę z wodą dla ptaków. Dlaczego?

Ładuję galerię...

Wolno żyjące koty od kilkunastu lat dokarmia Marzena Jeż, mieszkanka osiedla Wyzwolenia w Piotrkowie. Choć razem z mężem pracuje do późna, po powrocie do domu przygotowuje jedzenie dla osiedlowych kotów. Porcje wykłada dopiero, kiedy się ściemni. Dlaczego? - Teraz mam już chyba siedem takich punktów na osiedlu. Po prostu razem z mężem lubimy zwierzęta, ich los nie jest nam obojętny - mówi. - Oczywiście współpracujemy ze schroniskiem, a zaczęło się od tego, że kiedy widziałam jakiegoś biednego, chorego, porzuconego kota, zawoziliśmy go do schroniska, w ten sposób zaprzyjaźniliśmy się z panią Marią Mrozińską, kierownikiem tej placówki. Zaznaczam, że nie jesteśmy sami na osiedlu, są osoby, które nie tylko dokarmiają, ale też szukają domu dla bezdomnych kotów. Wielu problemów uniknęłabym, gdybym wychodziła z jedzeniem w nocy. Oczywiście zawsze czekam, kiedy się ściemni. Naprzeciwko nas mieszka taki pan, który... mówiąc wprost, nienawidzi zwierząt. Swego czasu straszył mnie policją, później chciał mnie nawet pobić. Dlaczego? Ludzie często uważają, że dokarmiając koty, zaśmiecam osiedle. Zdarzają się sytuacje, że panie z osiedla wywieszają mi kartki, że nie życzą sobie, żebym wykładała jedzenie zwierzętom. Staram się oczywiście robić to w miejscach jak najbardziej neutralnych, żeby nikomu to nie przeszkadzało. Poza tym po latach praktyki wykładam dokładnie tyle, żeby wszystko jak najszybciej zniknęło. Nawet jeśli czasami coś zostaje, to na drugi dzień zbieram resztki i wyrzucam.

 

„Jak pani tak martwi się o te kotki, to niech sobie je pani zabierze do domu” - to zdanie pani Marzena słyszy od atakujących ją mieszkańców osiedla najczęściej. Wielu powołuje się na tabliczki z napisem „Nie dokarmiać ptaków”, które pojawiają się na piotrkowskich osiedlach. - Sądzą, że skoro ktoś postawił sobie tabliczkę z zakazem dokarmiania ptaków, to dotyczy to wszystkich istot żywych. Poza tym warto uświadomić ludziom, że nie ma w Polsce prawa, które zakazywałoby dokarmiania zwierząt. Kolejny często pojawiający się argument to: „Nam kotów tutaj nie potrzeba”, trudno nawet powiedzieć, co to tak naprawdę znaczy – mówi Marcin Szyma, mąż pani Marzeny. - Nie dokarmiamy zwierząt dlatego, że „nam potrzeba kotów”. Pomoc zwierzętom nie jest nawet kwestią tego, czy ktoś je kocha, czy jest ich miłośnikiem. Wg mnie to po prostu zwykła empatia, a niektórym ludziom jej po prostu brakuje. Od przedszkola i najmłodszych lat szkolnych powinniśmy wtłaczać dzieciom do głowy, że zwierzę pod pewnymi względami nie różni się od człowieka – jest tak samo głodne, tak samo je boli, tak samo się boi. W ludziach jest jakaś absurdalna potrzeba pokazania wyższości człowieka nad zwierzęciem. To jest straszne!

 

Niektórym mieszkańcom blokowisk przeszkadzają nie tylko koty i ich karmiciele, ale też parę innych rzeczy. Wrogiem numer jeden są ptaki, a zaraz potem... drzewa. - Bo przecież ptaki na nich siadają, więc najlepiej je wyciąć. Często chodzi o panie, które mają bardzo dużo czasu, wydzwaniają wciąż do spółdzielni, piszą pisma – mówi pani Marzena. - Mogłoby się wydawać, że jeśli chodzi o nasz stosunek do zwierząt, to jest coraz lepiej. Nic podobnego! Kiedyś zimą gdzieniegdzie pouchylane były okienka do piwnic, koty mogły się gdzieś schować. Dziś zwierzę nie ma się gdzie schronić. Odnoszę wrażenie, że ludzie są coraz wygodniejsi, coraz zamożniejsi, jest im coraz lepiej, interesują się wyłącznie sobą, osiedla są (teoretycznie) coraz czystsze, a koty chyba są dla niektórych uosobieniem brudu czy… chorób zakaźnych. Ciekawe zatem, dlaczego mało kto sprząta po swoim piesku.

 

Problem z nękaniem karmicieli zwierząt nie pojawia się oczywiście wyłącznie na osiedlu Wyzwolenia. Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej im. Słowackiego przyznaje, że również na osiedlu 35-lecia dochodzi do konfliktów, choć jeśli chodzi o dokarmianie kotów, są one sporadyczne. - O wiele większym problemem jest dokarmianie ptaków - mówi Adam Laszczyk. - Sprawa dotyczy raczej pojedynczych osób, które wychodzą przed blok i wyrzucają resztki jedzenia. Niektórzy robią to regularnie. Ptaki gromadzą się przez to na blokach, siadają na parapetach, balkonach i po prostu brudzą. Poza tym, dokarmiając ptactwo, dokarmia się jednocześnie szczury i inne gryzonie.

 

Do konfliktów dochodzi też na terenach zarządzanych przez Piotrkowską Spółdzielnię Mieszkaniową. - Lokatorom przeszkadzają wystawiane zimą na osiedlach specjalne budki, w którym mogą schronić się koty. - Mieliśmy kilka takich interwencji - mówi Elżbieta Jagusiak, kierownik administracji osiedla Centrum. - Przy Piastowskiej jest dwóch lokatorów, którym ciągle to przeszkadza, wciąż są tam jakieś zatargi. Budka dla kotów stanęła też, chyba w styczniu, przy ul. Norwida i... też był problem. Generalnie ludziom przeszkadzają koty. Jeśli chodzi o stanowisko Spółdzielni w tej sprawie, to jeśli nie ma interwencji lokatorów, nam dokarmianie absolutnie nie przeszkadza. A jeśli są… cóż, staramy się łagodzić takie konflikty. Była taka sytuacja, że jednej z lokatorek przeszkadzała budka dla kota, bo stała zbyt blisko jej okien, interweniowaliśmy więc, żeby przestawić ją w inne miejsce. Występuje tutaj swego rodzaju sprzeczność interesów, bo przecież Urząd Miasta przekazuje pieniądze, żeby ludzie dokarmiali koty wolno żyjące.

 

Zgadza się, instytucja „społecznego karmiciela zwierząt” występuje w polskim prawie. 1 stycznia 2012 weszły w życie przepisy znowelizowanej ustawy o ochronie zwierząt oraz utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Nowe prawo nałożyło na samorządy obowiązek opieki nad bezdomnymi kotami. Od 8 lat pewna suma pieniędzy z budżetu Piotrkowa przeznaczana jest dla karmicieli kotów. Ci, którzy chcą dokarmiać wolno żyjące koty na osiedlach, mogą zgłaszać się do piotrkowskiego schroniska dla zwierząt. - To prawda, miasto sprawuje opiekę nad wolno żyjącymi kotami z terenu Piotrkowa, w tym zapewnia ich dokarmianie poprzez Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt – mówi Jarosław Bąkowicz z Urzędu Miasta w Piotrkowie. - Pomocą objętych jest ok. 1000 – 1200 kotów (liczba zmienna, część odchodzi, przychodzą nowe zwierzaki). Schronisko prowadzi rejestrację społecznych opiekunów kotów wolno żyjących. Obecnie jest zarejestrowanych około 150 karmicieli.

 

W roku 2020 r. miasto przeznaczyło na ten cel 50 tys. 400 zł, połowa tej kwoty przeznaczona jest na zakup karmy, połowa na sterylizację/kastrację, odrobaczanie, pomoc rannym zwierzętom. Społeczni opiekunowie pobierają karmę ze schroniska przy ul. Podole. Sterylizacją/kastracją kotów wolno żyjących zajmuje się przychodnia weterynaryjna przy ul. Polnej 72 w Piotrkowie. - Corocznie podejmowana jest przez Radę Miasta uchwała w sprawie przyjęcia Programu opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt w Piotrkowie Trybunalskim. W jednym z rozdziałów zawarte są informacje dotyczące opieki nad kotami wolno żyjącymi, w tym ich dokarmianie – dodaje przedstawiciel magistratu.

 

- Osoby, które dokarmiają koty w mieście, często mówią mi, że są wręcz prześladowane – mówi Grażyna Fałek, prezes piotrkowskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, które prowadzi schronisko w Piotrkowie. - Zabranianie wystawiania przed blokiem miski z wodą, by w upalne dni zwierzęta mogły się napić, czyli tak naprawdę prześladowanie karmicieli zwierząt to po prostu okrucieństwo.

 

A podobno o naszym człowieczeństwie świadczy stosunek do zwierząt.


Zainteresował temat?

6

3


Komentarze (55)

Zaloguj się: FacebookGoogleKonto ePiotrkow.pl
loading
Portal epiotrkow.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby komentujące czynią to na swoją odpowiedzialność karną lub cywilną.

Piotr.Covianin Piotr.Covianinranga27.09.2020 07:42

Byliście kiedyś w piwnicy opanowanej przez koty??

1510


maddox maddoxranga28.09.2020 11:36

Dzikie koty jak najbardziej muszą być w mieście żeby kontrolować populację szczurów i innych gryzoni.

31


dsf ~dsf (Gość)28.09.2020 20:29

Pan "chciał pobić" panią karmiącą koty (?) Tzn. co? Dziwny ten artykuł... .
A ja widziałem jak pod oknem piwnicy, na oś. Słowackiego z wystawionej miseczki pasły się 3 spore szczury. Nie mogłem uwierzyć, gdy nie spłoszyły się gdy podszedłem na 2 metry. Odganiały się nawzajem i wtranżalały jedzonko... .

31


gość_gf ~gość_gf (Gość)28.09.2020 09:37

Dzięki kotom nie ma szczurów i myszy na osiedlu a jak się kot załatwia to zakopuje to i nie ma syfu a co do ptaków taka kolej rzeczy

123


gość_gość ~gość_gość (Gość)27.09.2020 21:11

Zakaz dokarmiania zwierząt

59


gość_piotrkowianka ~gość_piotrkowianka (Gość)28.09.2020 16:34

Mam pytanko gdzie zgłosić skargę na sąsiada cały dzień psinka zamknięty w łazience i wyje rozpaczliwie aż go żal

10


rozsądek ~rozsądek (Gość)28.09.2020 12:36

A pchły roznoszone przez koty ,że do piwnicy nie można wejść ,też są łapane przez "karmicieli kotów"?
A kto odrobacza te kotki, aby dzieci bawiąc się w piaskownicy i na podwórku nie złapały chorób odzwierzęcych?
Dokarmiać można, ale każde zwierzę dokarmiane przez takie osoby( właściciele swoich psów i kotów mają takie książeczki swoich zwierząt i płacą z własnej kieszeni) powinny mieć książeczki szczepień i odrobaczania.
Inne zwierzęta osiedlowe mogą zwyczajnie zarazić się od wolno chodzących zwierząt i przenieść chorobę na ludzi. Poczytać sobie proszę tzw. parazytologię
Rozsądek powinien być przede wszystkim .

32


man ~man (Gość)28.09.2020 13:44

Bardzo mądry artykuł. Wynika z niego, że problem leży po stronie tych, którzy krytykują pomoc i opiekę dla tych zwierząt. Wstydźcie się wy krzykacze. A z wami co mamy zrobić, że kwas robicie? U was w domu ktoś te miski ustawia?

22


gosc999 ~gosc999 (Gość)27.09.2020 20:19

Jeżeli chcą dokarmiać i dbać o koty proszę bardzo! Ale niech ponoszą też koszty napraw karoserii samochodowych jak koty chodzą po autach. Między innymi można zobaczyć to zjawisko na A. Krajowej 29 gdzie jest mnóstwo budek, misek a kotów kiedyś naliczyłem 22 sztuki wydaje mi się to nie było wszystko a jeden kot nawet sie niczego nie boi i siedzi na ławce. Uważam jeżeli są dwa trzy to OK le nie ponad 20 bo osiedle to nie jest schronisko.
W sumie to nie dziwi mnie to że ktoś pyta: "Dlaczego Pan/Pani nie weźmie do siebie?"

514


gość_k ~gość_k (Gość)28.09.2020 11:56

Wiocha po prostu mentalna wiocha.

12


reklama

Społeczność

Doceniamy za wyłączenie AdBlocka na naszym portalu. Postaramy się, aby reklamy nie zakłócały przeglądania strony. Jeśli jakaś reklama lub umiejscowienie jej spowoduje dyskomfort prosimy, poinformuj nas o tym!

Życzymy miłego przeglądania naszej strony!

zamknij komunikat