Piotrkowskie szkoły w czasach zarazy. Jak radzą sobie w pierwszych dniach zdalnej edukacji?

Tydzień Trybunalski Sobota, 04 kwietnia 202023 5057
Ze względu na epidemię koronawirusa polskie szkoły zostały zamknięte. Nie oznacza to jednak, że nauka przestała się odbywać. Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Edukacji Narodowej od 24 marca, po dwutygodniowym zawieszeniu zajęć, został wprowadzony obowiązek prowadzenia nauczania w trybie zdalnym we wszystkich placówkach edukacyjnych. Zmusiło to dyrektorów i nauczycieli do wdrożenia w ciągu kilku dni rozwiązań planowanych wcześniej na lata. Również uczniowie i ich rodzice muszą zmierzyć się z zupełnie nową dla nich sytuacją. Sprawdziliśmy, jak w nowej rzeczywistości radzą sobie piotrkowskie szkoły.

Rozporządzenie MEN wprowadziło obowiązek edukacji na odległość, ale nie dało jasnych wytycznych, co do sposobu jej prowadzenia, a obowiązek organizacji zajęć spadł na dyrektorów szkół. Decyzja ta wywołała liczne kontrowersje, a wiele osób oskarżało Ministerstwo o uchylanie się od odpowiedzialności za polską edukację i stosowanie swoistej "spychologii". Sprawę skomentował dla nas dr Marcin Kędzierski - wykładowca akademicki oraz ekspert ds. edukacji w Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. - Bardzo trudno jest w rozporządzeniu wpisać formę prowadzenia zajęć, bo różne szkoły są w różnym stopniu przygotowane do tego rodzaju aktywności, więc gdyby było ono bardzo precyzyjne, to rodzice np. w miejscach, gdzie takiej możliwości nie ma, mogliby się dopominać prowadzenia lekcji w określonej formule, a to po prostu jest technicznie niewykonalne - mówi.


W zdecydowanej większości piotrkowskich szkół już od kilku lat działają elektroniczne dzienniki, a nauczyciele wykorzystywali e-learning w swojej pracy, jednak jak podkreśla Michał Czarczyk, dyrektor SP nr 10, był to dodatek, który nauczyciele stosowali, aby lekcje były atrakcyjniejsze dla ucznia, bogatsze, z wykorzystaniem środków, które dzieci i młodzież znają praktycznie od urodzenia. - Natomiast nauczania zdalnego w takiej formie i w takiej niespodziewanej sytuacji nie znał nikt do tej pory - mówi.


Już pierwsze dni prowadzenia edukacji w trybie online pokazały, że używane powszechnie platformy, takie jak dziennik elektroniczny Librus, nie są przygotowane na obsłużenie tylu użytkowników jednocześnie i ulegają awariom uniemożliwiającym korzystanie z nich. Zmusza to szkoły do wdrażania alternatywnych narzędzi, jak ma to np. miejsce w Zespole Szkół Ponadpodstawowych nr 2. – Oprócz dziennika elektronicznego komunikujemy się także przez aplikacje Skype czy Messenger, a w międzyczasie wdrożyliśmy platformę Google Classroom, która znacznie ułatwiła nam przekazywanie materiałów dydaktycznych, zamieszczanie filmów edukacyjnych, wizualizacji, schematów - mówi Lidia Łopusiewicz, dyrektor popularnej "Piomy". Z kolei SP nr 10 oraz III LO zdecydowały się na aplikację Teams, konkurencyjnej firmy Microsoft. Oba te rozwiązania są bezpłatne i oferują możliwość prowadzenia zajęć w atrakcyjnej i interaktywnej formule.


Liczba istniejących aplikacji do tworzenia materiałów e-learningowych jest zresztą bardzo długa, a dyrektorzy dali nauczycielom swobodę wyboru narzędzi do prowadzenia swoich zajęć, ale jak podkreśla Joanna Szulc-Księżopolska, dyrektor III LO, problemem nie jest brak technicznych rozwiązań do tworzenia materiałów multimedialnych, a to że nauczyciele nie dysponują w tej chwili ich uporządkowaną bazą, na której mogliby oprzeć zdalne nauczanie. - Nie mieli wcześniej warunków technicznych do rezygnacji z tradycyjnych metod nauczania i dopiero dzisiejsza, kryzysowa sytuacja pokazała, że stworzenie nowego warsztatu pracy nauczyciela jest pilną koniecznością – mówi dyrektor III LO. - Na inny aspekt tej sytuacji i konieczność rozważnego wdrażania kolejnych aplikacji zwróciła z kolei uwagę Agnieszka Czarczyk, konsultantka WODN. - Nie róbmy zbiorowego festiwalu edukacyjnych narzędzi multimedialnych! - apeluje. - Należy pamiętać o tym, że jeżeli nauczyciel jednego przedmiotu wprowadzi 2 - 3 narzędzia, to trzeba to pomnożyć razy 13 - 14 przedmiotów, a jeżeli każdy z nas zastosuje inne, to uczeń będzie musiał się zmierzyć z kilkudziesięcioma aplikacjami.


Rodzice alarmują, że ilość materiałów, które nauczyciele przesyłają jest zbyt duża, a uczniowie sami muszą nauczyć się zagadnień, które do tej pory nauczyciele tłumaczyli w czasie zajęć szkolnych. Jak podkreślają pedagodzy, prowadzenie edukacji w dotychczasowej formule nie jest po prostu możliwe. - Bez względu na wybraną przez nauczycieli metodę pracy, uczniowie będą musieli wykazać się dużo większą samodzielnością oraz umiejętnością właściwej organizacji pracy. Do tej pory nauczyciel pod tablicą wyjaśniał każdy temat, teraz uczeń musi zapoznać się z materiałem i przeanalizować treści samodzielnie, by rozwiązać zadania lub umiejętnie sformułować pytanie do nauczyciela dotyczące powstałej trudności. Nauczyciele są dla nich dostępni i służą swoją pomocą. Jednocześnie dostosowują zakres materiału i formy oceniania tak, aby realizowana była podstawa programowa i jednocześnie obciążenie uczniów nie było przygniatające. Licealiści są już na tyle samodzielni, że spełniając podstawowy warunek systematyczności w nauce i powinni dać sobie radę - mówi Joanna Szulc-Księżopolska.


O ile uczniowie szkół ponadpodstawowych, a także starszych klas podstawówek rzeczywiście poradzą sobie z samodzielną nauką, to jest jeszcze grono najmłodszych dzieci z klas I - III, które zdaniem wielu rodziców bez ich pełnego zaangażowania nie podołają temu zadaniu. Z tą opinią nie do końca się zgadza Katarzyna Ślęzak, nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej w SP nr 3 w Piotrkowie. - Pracując z młodszymi, staramy się, aby dzieci były samodzielne, a zadania dostosowane do ich możliwości - mówi. - Ważne jest, aby dziecka nie obciążać, żeby tych zadań nie było zbyt wiele, ale żeby były ciekawe i uczniowie chętnie je wykonywali. Istotna jest również prosta forma przekazania zadań, która umożliwi dzieciom ich samodzielne rozczytanie. Dobrym rozwiązaniem jest praca metodą projektu, w której nie używamy książek, ani podręczników, a opracowujemy konkretne zagadnienia. W tym tygodniu np. tropimy wiosnę i wszystkie tematy są z nią związane. Dotyczy to zarówno przedmiotów przyrodniczych, matematycznych, językowych, czy prac plastycznych, wokół tego wszystko się kręci. Dzieci tworzą gry, przygotowują wiosenne kanapki, ale również grają w edukacyjne gry internetowe - podpowiada nauczycielka i dodaje, że z ankiet, które przeprowadziła wśród rodziców wynika, że dzieci czekają na kolejne zadania, a 90% z nich wykonują samodzielnie.


Jak mówią nauczyciele, nie ma obecnie idealnej formuły nauczania zdalnego i na bieżąco muszą wypracowywać rozwiązania pojawiających się problemów. - Wszyscy uczymy się nawzajem. Jesteśmy w stałym kontakcie z innymi szkołami, nauczyciele kontaktują się z z kolegami z innych placówek. Nie patrzymy na podziały, kto w której szkole pracuje. Chętnie dzielimy się tym, co sami wypracowujemy - mówi Michał Czarczyk. W każdej szkole bardziej doświadczeni nauczyciele starają się szkolić tych nieradzących sobie z nauczaniem wirtualnym. Pomocą służy również Wojewódzki Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli, który już od kilku lat zajmuje się tą tematyką. - W tym trudnym okresie uaktywnił się nasz profil na Facebooku. Na tej stronie publikujemy tutoriale dla nauczycieli, w których pokazujemy, jak używać narzędzi, z których sami korzystamy. W komentarzach nauczyciele mogą zadawać szczegółowe pytania, na które nawet w weekend odpowiadamy. Można się również skontaktować z nami mailowo czy telefonicznie - mówi Agnieszka Czarczyk, konsultant WODN.


Pomimo tego, jak skomplikowana jest sytuacja, w jakiej znalazło się polskie szkolnictwo, są również pozytywne aspekty tego kryzysu - Myślę, że dla nauczycieli ten trudny czas przyniósł ze sobą również wiele dobrego. Uczymy się każdego dnia. Nie zawsze jest łatwo. Ale paradoksalnie, sytuacja, w której się znaleźliśmy, dała nam, nauczycielom, możliwość rozwoju - mówi Lidia Łopusiewicz. Podobnego zdania jest również dr Marcin Kędzierski, który odnosi się do najbliższych wyzwań stojących przed szkołami i podkreśla, że nawet jeśli nie wszystko pójdzie idealnie, jest to okazja dla polskiego szkolnictwa (MEN, ZNP oraz samych nauczycieli) do wymyślenia edukacji na nowo. - A co, jak zajęcia będą odwołane do końca semestru? Nic. Jeśli uczniowie nie przerobią programu nawet za cały ten semestr, naprawdę świat się nie zawali. Nie próbujmy na siłę udowodnić całemu światu, że polska szkoła da radę. Człowiek po amputacji nogi, po otrząśnięciu się z pierwszego szoku, myśli o protezie i powrocie do starego życia. Ale ono już nigdy nie będzie takie samo. I to wcale nie musi oznaczać jakiejś rewolucji IT. Bo edukacja to spotkanie, relacja, wspólne doświadczenie, emocje. A wykład czy lekcja online to tylko narzędzie edukacyjne, takie samo jak podręcznik, a nie istota edukacji – podsumowuje dr Kędzierski.


Zainteresował temat?

0

0


Komentarze (23)

Zaloguj się: FacebookGoogleKonto ePiotrkow.pl
loading
Portal epiotrkow.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby komentujące czynią to na swoją odpowiedzialność karną lub cywilną.

gość ~gość (Gość)06.04.2020 18:12

Nauczyciele jak nie prowadzą żadnych lekcji online to choćby maseczki zaczęli szyć. A nie pierdzą w krzesła w domu i zadawanie str 364, 543, 864 i podanie tematu bo, do tego sprowadza się się tą zdalna nauka. Ale oni są stworzeni do wyższych celów, a głupi rodzice niech się męczą. Moja córka na szczęście sobie radzi z lekcjami ale tylko dzięki mojej determinacji. Aha jeden tekst nauczyciela, że oni nie pójdą uczyć do szkoły, bo przecież nie będą się narażać na wirusa.

01


gość ~gość (Gość)06.04.2020 17:17

Zdalne lekcje, ciekawe w której szkole i której gminie? Nauczyciele zadają w ten sposób karta ćwiczeń str 754, 356, podręcznik opowiadanie str 4664, odpowiedzieć na pytania.... Nie mówiąc o nauce języka np angielskiego ćwicz str 135, 135, opowiadanie na str 5675 to jest kuźwa zdalne nauczanie. Zarąbiste. A gdzie te lekcje online, chodzby na YouTubie.

01


gość ~gość (Gość)05.04.2020 11:58

Ciekawe kto im zapłaci za prąd tyle godzin dziennie przez 5 dni ładna summa wyjdzie.

12


gość ~gość (Gość)05.04.2020 14:13

Dziś prawdziwej szkoły już nie ma

11


gość ~gość (Gość)05.04.2020 12:00

Przerobić to można mięso na kiełbasę.

01


as ~as (Gość)04.04.2020 20:11

To co wysyłają nauczyciele ucznią do przerobienia w domu to jest nie do zrobienia. A zwłaszcza gdy ludzie pracują i wracając z pracy muszą siedzieć z lekcjami dzieci, ponieważ większość dzieci nie rozumie samemu zadawanych lekcji. A rodzice nie dostają pensji nauczyciela. Zresztą dzieci mają więcej do przerobienia w domu niż było przerabiane na lekcjach. To jest jakieś szaleństwo. I kto za to odpowiada.

21


gość ~gość (Gość)05.04.2020 11:59

Ciekawe kto im zapłaci za prąd tyle godzin dziennie przez 5 dni ładna summa wyjdzie.

01


gość ~gość (Gość)05.04.2020 04:17

Nie nie nie to nie jest rzerzucha.Sieje trawę.

00


marky ~marky (Gość)04.04.2020 10:49

Deforma cofnęła nas do dziewiętnastego wieku a wirus przypomniał, że jest XXI wiek.Ale cóż pińcet jest.

43


Brawo ODN! ~Brawo ODN! (Gość)04.04.2020 21:04

Tutoriale na FB. Doradztwo że hej!

11


reklama

Społeczność

Doceniamy za wyłączenie AdBlocka na naszym portalu. Postaramy się, aby reklamy nie zakłócały przeglądania strony. Jeśli jakaś reklama lub umiejscowienie jej spowoduje dyskomfort prosimy, poinformuj nas o tym!

Życzymy miłego przeglądania naszej strony!

zamknij komunikat