Koronawirus to ściema? Zanim wyrzucicie maseczki do kosza, przeczytajcie historie mieszkańców naszego regionu

ePiotrkowRegion Piątek, 31 lipca 202077 27250
„Nie ma żadnego wirusa, to ściema!”, „Nie dajmy się nabijać w butelkę!”, „Rząd kłamie!”, „Jaki wirus, to zwykła grypa” - takie i wiele innych komentarzy, kwestionujących istnienie epidemii koronawirusa, przeczytać możemy w mediach społecznościowych, ale również na portalu epiotrkow.pl. Naszym czytelnikom polecamy lekturę historii trojga mieszkańców naszego regionu - dwóch pracowników Urzędu Miejskiego w Sulejowie i radnego gminy Sulejów. Wszyscy są młodzi, więc teoretycznie najmniej narażeni na zakażenie koronawirusem. Teoretycznie…
fot. FB Sulejów

Historie tych, którzy przeszli przez COVID19 opublikowano w czwartek na profilu FB gminy Sulejów:


Marlena

O tym, że jest zarażona dowiedziała się 13 lipca, wcześniej wynik testu był niejednoznaczny. Kwarantanna była dla niej ogromnym stresem, ponieważ najbardziej bała się, żeby nie zarazić rodziny, w tym m.in. starszej teściowej, która ma tzw. choroby współistniejące i byłoby to dla niej śmiertelne niebezpieczeństwo. Nikt oprócz niej się jednak nie zaraził. Marlena nie czuła się najlepiej, gorączkowała i była osłabiona, a w nocy nie mogła spać z powodu bólu głowy. Straciła węch, smak i częściowo słuch. Jej mąż i córka byli przerażeni, ponieważ zdawali sobie sprawę z tego, że jej stan może się pogorszyć. Objawy ustąpiły po kilkunastu dniach, a 26 lipca Marlena dowiedziała się, że już jest zdrowa. Poczuła jakby urosły jej skrzydła, najszczęśliwszym momentem było dla niej przytulenie córki. Nigdy nie zapomni tego uczucia. Nadal jest osłabiona i ma problemy z koncentracją. Apeluje, aby nie bagatelizować tej choroby, bo to na pewno nie jest zwykła grypa, co tak często słyszymy.

 
Michał

Zwykłej grypy ta choroba nie przypominała również w przypadku Michała, który datę 6 lipca 2020 roku zapamięta na długo, wówczas dowiedział się, że jest „pozytywny”. Test wykonano mu 4 lipca w ramach badań przesiewowych, zorganizowanych przez Urząd Gminy w Mniszkowie, gdzie Michał pracuje. To właśnie tam do niedawna było jedno z największych ognisk tej choroby. Michał natychmiast został odizolowany i przeniósł się na piętro swojego domu, jego córki i żonę objęto kwarantanną. Dzieci codziennie krzyczały "tato, tato", a on nie mógł nic zrobić i to bolało go najbardziej. Przez pierwszy tydzień bardzo pomogli im sąsiedzi, a Michał czuł się całkiem dobrze. W drugim tygodniu było już gorzej, stracił smak, węch, pojawiły się gorączka, katar i ogólne osłabienie. W końcu poczuł się lepiej, a 17 lipca dowiedział się, że jest "czysty". Gdy zszedł na dół poczuł ogromną ulgę, poczuł się jak młody chłopak, który pożegnawszy się z rodzicami, wyjechał na kolonie, a gdy po trzech tygodniach wrócił do domu, wydawało mu się jakby trawa była bardziej zielona, słońce mocniej świeciło, a powietrze było niezwykle czyste. Michał podchodził do choroby sceptycznie, dopóki sam nie zachorował, ale po tym, co przeżyła jego rodzina i koledzy z pracy apeluje o rozwagę i ostrożność. Pięciu jego znajomych wylądowało w szpitalu, jedna z nich niestety zmarła, a mogła żyć jeszcze co najmniej kilkanaście lat.


Kamil

Jest jednym z tych znajomych Michała, którzy trafili do szpitala. 7 lipca obudził się z gorączką i ogólnym osłabieniem, zadzwonił do pracy, że źle się czuje i na wszelki wypadek zostanie w domu. Kilka godzin później zadzwonił do niego burmistrz, który poinformował go, że u Michała potwierdzono koronawirusa, więc najlepiej niech zostanie w domu. Mężczyzna natychmiast zadzwonił do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Piotrkowie Trybunalskim, objęto go kwarantanną. Zainstalował obowiązkową aplikację w telefonie i szybko zadzwonił do żony, która była w pracy, ona też natychmiast wróciła do domu i również została objęta kwarantanną. U niej objawy pojawiły się dwa dni później: katar, gorączka, osłabienie i paskudny, duszący kaszel. Przez tydzień leczyli się w domu, ale nie było żadnej poprawy, mało tego, mężczyzna miał coraz wyższą gorączkę, u jego żony pojawiły się duszności. Długo się nie zastanawiali, zadzwonili do sanepidu, natychmiast wysłano ambulans. Sprzed bloku odjechali na sygnale odprowadzeni do karetki przez sanitariuszy w „kosmicznych” kombinezonach. Nie wiedzieli, co będzie dalej. Zawieziono ich do Samodzielnego Szpitala Wojewódzkiego im. dr Wł. Biegańskiego w Łodzi. Natychmiast pobrano im krew, zrobiono EKG, zmierzono saturację i zaaplikowano leki. Pierwszą noc przespali spokojnie, było im łatwiej, bo trafili do wspólnej sali. Byli razem. Po trzech dniach objawy ustąpiły. Dla mężczyzny dużo gorsze niż objawy choroby okazały się efekty uboczne zaaplikowanych leków. Po kilku dniach kolejny test, przeprowadzony u Kamila wyszedł negatywny, odetchnął, nawet nie czekał na wypis, prawie natychmiast wybiegł ze szpitala, wiedział, że teraz będzie już tylko lepiej. Delektował się każdą chwilą, jadąc na dworzec, a później wracając pociągiem. W końcu wszedł do domu, przytulił stęsknione koty i pojechał do rodziców. Wrócił do domu i próbował usnąć, ale efekty uboczne leków nie odpuszczały. Problemy ze snem zostały do dziś, pozostałe niepożądane skutki ustąpiły dopiero w poniedziałek. Kamil nie może doczekać się spotkania z żoną, która też już wyszła ze szpitala, nadal jednak jest "pozytywna" i czeka na kolejny test, boi się, że też będzie dodatni, w końcu w niektórych przypadkach wirus utrzymuje się w organizmie nawet przez 2 miesiące. Cieszy się jednak, że już jest w domu, bo niektórzy leżą na szpitalnym oddziale od 5 tygodni. Psychicznie odżyła i czuje się coraz lepiej. W dniu wyjścia kobiety ze szpitala, dowiedzieli się, że mężczyzna, który leżał w sali obok nich prawdopodobnie zmarł, a wydawało się, że jest w takim samym stanie jak oni, i w podobnym wieku. Pewnego dnia usłyszeli jak zaczyna się dusić, lekarze wbiegli, zaczęli go reanimować i w końcu wywieźli z sali. Niewykluczone, że w jego organizmie powstał skrzep. Oni dostawali heparynę, która miała temu zapobiec, ale do dzisiaj zastanawiają się, co by było, gdyby trafili do szpitala kilka godzin później. Kamil spędził w szpitalu 10 dni, jego żona 15. Przez cały ten czas obowiązywał bezwzględny zakaz opuszczania pokoju, co po kilku dniach doprowadza do pewnego rodzaju psychozy. Ponadto podczas wejścia kogokolwiek do pokoju trzeba było natychmiast założyć maseczkę. Oczywiście obydwoje nie chcą tam wracać, ale są bardzo wdzięczni lekarzom i pielęgniarkom, których uważają za bohaterów, za wspaniałą opiekę na oddziale, który jest prowadzony na najwyższym, światowym wręcz poziomie. Nigdy nie zapomną tej "koronaprzygody". Przez trzy miesiące będą bezpieczni, bo wytworzyli przeciwciała, co będzie dalej, nie wiadomo. Oczywiście oddadzą osocze, żeby pomóc innym i już dzisiaj są pewni, że się zaszczepią, również na grypę, choć nigdy tego nie robili. U obydwojga tomograf wykazał zwłóknienia w płucach, charakterystyczne dla tej choroby, które stopniowo mają zanikać.

 

Podobnych przypadków jest więcej, jedna z pracownic Urzędu Miejskiego do ostatniej chwili nie wiedziała, czy zdąży wziąć udział w pogrzebie ukochanej mamy, na szczęście kilka godzin wcześniej dowiedziała się, że jest już zdrowa. Inna popłakała się po tym, jak został potraktowany jej syn. Kobieta była objęta kwarantanną, ale nie była chora, oczywiście jej mąż i syn się od niej odizolowali. Gdy okazało się, że wszyscy są zdrowi, syn poszedł do kolegi, który zareagował jakby jego rówieśnik miał co najmniej malarię. Z kolei sołtys jednej z sulejowskich wsi musiała się zmierzyć z falą nienawiści, po tym jak jej historię opisano w lokalnej gazecie. W artykule sugerowano, że mogła narazić zdrowie premiera Mateusza Morawieckiego, ponieważ uczestniczyła w zorganizowanym w Piotrkowie Trybunalskim wiecu wyborczym szefa rządu. Tymczasem ona nie zdawała sobie sprawy, że mogła mieć kontakt z osobą zarażoną, a o nałożonej na nią kwarantannie dowiedziała się o godzinie 13.00, czyli kilka godzin po zakończonym wiecu. Najgorsze było jednak to, co spotkało ją po zakończeniu kwarantanny. W dniu wyborów postanowiła zapytać starszego sąsiada, czy ma czym pojechać na wybory, mężczyźnie towarzyszył zięć, który nagle krzyknął: "dziadek, a ty dokąd!?", kobieta odpowiedziała, że jest już zdrowa, a mężczyzna odparł: "taa, pewnie, w poniedziałek zachorowała, a dzisiaj jest już zdrowa". Kobieta poczuła się jakby ktoś splunął jej w twarz, była członkiem komisji wyborczej, ale po tym zdarzeniu zrezygnowała, nie chciała po raz kolejny przeżyć podobnej sytuacji. Ma żal do dziennikarki, która jej zdaniem nie pomyślała, że ludzie będący na kwarantannie mogą być narażeni na agresję. Zresztą słyszała o kilku przypadkach, gdy naruszono czyjąś nietykalność cielesną. Takie są konsekwencje koronawirusowego ostracyzmu.

Chrońcie swoich bliskich, zwłaszcza rodziców oraz dziadków, noście maseczki w pomieszczeniach, trzymajcie odpowiedni dystans i często dezynfekujcie dłonie, ponieważ koronawirus sieje spustoszenie na wielu płaszczyznach, w tym tej psychicznej. Bohaterowie tego tekstu na pewno nigdy nie zapomną tej traumy i obyście Wy, drodzy czytelnicy, nie musieli się z nią nigdy zmagać…

 

 


(źródło: FB Sulejów)


Zainteresował temat?

15

14


Komentarze (77)

Zaloguj się: FacebookGoogleKonto ePiotrkow.pl
loading
Portal epiotrkow.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby komentujące czynią to na swoją odpowiedzialność karną lub cywilną.

sad ~sad (Gość)02.08.2020 17:40

Również przeszedłem ta chorobę i nigdy już nie odzyskam sprawności płuc, co za tym idzie każdy większy wysiłek jest dla mnie czymś nie realnym, rower i inne sporty mogę sobie podarować, a bardzo lubiłem jeździć na rowerze. Lubiłem nurkować co tez nie jest realne... Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to ze to co przeżyłem w szpitalu, podczas mojego 17 dniowego pobytu zmarło w mojej sali 14 osób. Tych widoków nie da się zapomnieć!

619


asa ~asa (Gość)31.07.2020 15:29

wszystkie historie sa prawdziwe, wiem, przeszlam to samo i rozumiem jak trudna jest walka o kazdy oddech pomimo w zasadzie żadnych objawów, traktowanie ludzi jak tredowatych, pomimo wyzdrowienia psychika cierpi najbardziej

816


gość ~gość (Gość)31.07.2020 11:53

Moja koleżanka przeszła wraz z całą rodziną koronawirusa. Ta wesoła pełna energii dziewczyna, która zawsze wspierała innych i pomagała wszystkim - również zawodowo- dusza człowiek i urzednik- nagle stała się wymęczonym cieniem człowieka.widzialam ja zaraz po chorobie, widać że bardzo ciężko ją przeszła. Więc teraz jak słyszę że ktoś to bagatelizuje i porównuje do grypy, to sobie myślę że trzeba nie mieć mózgu i podstawowej wiedzy żeby tak głupio gadać

2720


Iskra ~Iskra (Gość)02.08.2020 00:20

W Berlinie demonstrowało dzisiaj 1,3 miliona LUDZI przeciw ściemie covidkowej.

234


gość ~gość (Gość)31.07.2020 09:41

Niedawno popiłem tak że oprócz utraty węchu słuchu utraciłem całą zawartość portfela który wyczyściła mi kobita ale jak to bywa w sytuacjach kryzysowych pomogli koledzy którzy zakupili mi kilka ćwiortek i od tamtej pory poczułem się jak nowo narodzony.

2012


pandemicum debilicum ~pandemicum debilicum (Gość)01.08.2020 01:21

No to teraz dla równowagi poprosimy historie ludzi, którzy kilka lat czekali na operację, a teraz się dowiedzieli, że poczekają jeszcze kilka kolejnych lat "bo koronawirus"...
***
Takie ckliwe i bardzo życiowe te historie, że i ja swoją dołożę.
Rzecz miała miejsce 10 albo 11 lat temu, nie pamiętam teraz dokładnie, pamiętam tylko, że była wtedy śnieżna i mroźna zima. Przyplątało się do mnie jakieś choróbsko, grypa czy coś... Ale tak mi zaatakowało gardło i tak ochrypłem, że ledwo mogłem mówić, a kasłać się bałem, choć kasłać mi się chciało, ale przy kasłaniu czułem ból w płucach. Przy zwykłych przeziębieniach do lekarzy nie chodziłem, leczyłem się sam dostępnymi bez recepty medykamentami i chodziłem normalnie do pracy - zazwyczaj po kilku dniach przechodziło. W tym przypadku jednak postanowiłem udać się do lekarza. I tutaj nastąpił zgrzyt. Otóż jakoś pod koniec lat dziewięćdziesiątych trzeba było wybrać lekarza rodzinnego - wybrałem pewną panią doktor w przychodni "Pod siódemkami", bo tam miałem najbliżej. Nigdy jednak nie byłem po poradę u tej pani, bo nie miałem takiej potrzeby, jak wspomniałem zazwyczaj leczyłem się sam. Teraz jednak porada była konieczna, a ponieważ zmieniłem w tym czasie miejsce zamieszkania, to moją najbliższą przychodnią stała się nieistniejąca już przychodnia nr 5 przy Dmowskiego, do której miałem przysłowiowy "rzut beretem". Postanowiłem zatem się tam udać, bo teoretycznie lekarza można zmienić. Pani w rejestracji poprosiła o dowód, po czym stwierdziła, że przecież mam już przypisanego lekarza w innej przychodni. Poinformowała mnie, że pani doktor przyjmuje teraz w przychodni nr 4 przy Armii Krajowej i tam powinienem się udać. Wytłumaczyłem, że teraz tu mam najbliżej i chcę zmienić przychodnię. Pani jednak nie chciała mnie przepisać i w końcu machnąłem na babsztyla ręką i poszedłem na Armii Krajowej. I tak dobrze, że pani doktor nie przeniosła się do przychodni w Szczecinie, bo według logiki baby z okienka, pewnie bym musiał do Szczecina jechać... Co to w ogóle za pomysł, że chory ma być przypisany do lekarza i za tym lekarzem się przemieszczać?! Mróz był i każdy oddech tym zimnym powietrzem sprawiał mi wtedy ewidentny ból, ale doczłapałem się do przychodni (samochodu nie miałem, więc na piechotę...). I cóż się okazało? Ano pani w tamtejszym okienku poinformowała mnie, że rzeczona pani doktor u nich już też nie przyjmuje, i w związku z tym ona mnie nie zapisze. Jak wyjaśniłem, że próbowałem się zapisać w przychodni na Dmowskiego, to poinformowała mnie, że baba na Dmowskiego nie powinna robić problemów i mnie zapisać, bo przecież co za różnica do której przychodni się przeniosę, i żebym tam poszedł (!!!). Po paru minutach rozmowy pani "łaskawie" dała mi druk do wypełnienia, i przepisałem się do lekarza, który akurat wtedy przyjmował w tej przychodni. Kolejki nie było, a według informacji na drzwiach lekarz ów miał jeszcze o ile dobrze pamiętam jakieś 2 godziny dyżuru. Po co zatem było stwarzać takie problemy?! Lekarz mnie przyjął, przepisał leki, w tym jakiś antybiotyk. Po paru dniach poczułem się lepiej... Ale w czym rzecz? Ano, ani lekarz nie miał na twarzy maski, ani baba w okienku, ani nikt z mijanych na ulicy... Nikt nie zrobił badań, jakaż to bakteria czy wirus tak mnie urządziły... A przecież mogło to być coś nowego, groźnego ("pandemie" świńskiej i ptasiej grypy już przecież wtedy miały miejsce!), skoro tak mnie bolało gardło, płuca i gorączka męczyła. Nikt tego nie sprawdzał, nikt nie panikował, lekarz przepisał leki na podstawie objawów, a nie badań. A jak by było dziś? Porada na telefon? Kosmonauci z sanepidu?
Kolejny przypadek miał miejsce 3 lata temu. Pod koniec zimy też mnie coś zaatakowało. Bolesny kaszel, ból gardła, gorączka. Też udałem się do lekarza. Przychodnia ta sama, tylko lekarz już inny, bo tamten zmarł. Też przepisał leki bez badań, wyłącznie na podstawie objawów. Też nikt nie nosił masek, nikt nie trzymał dystansu, nikt nie panikował. A mnie choróbsko przeszło dopiero po 3 tygodniach, a przez kolejne 3 jeszcze nie czułem się dobrze. Co to było? Może coś gorszego, niż obecny covid? Być może, ale kogo to wtedy obchodziło? Przecież nikt wtedy nie ogłosił "pandemii"!
Ostatni przypadek miał miejsce na początku tego roku. Też się źle czułem, miałem gorączkę i było widać, że nie wyglądam dobrze. Nie chciałem brać zwolnienia, wziąłem dwa dni urlopu, po nich był weekend. Kupiłem leki bez recepty, w tym jeden przeciwwirusowy. Brałem je do każdego posiłku, czyli 5 razy dziennie. Po tych 4 dniach mi przeszło. Co to było? Przeziębienie, grypa? A może covid? Wszak jeszcze wtedy w Polsce paniki nie ogłoszono, ale wszystko na to wskazuje, że ten cały wirus mógł się u nas pojawić już pod koniec zeszłego roku. Co śmieszniejsze, dziś w tym stanie w jakim byłem nie wpuściliby mnie do zakładu pracy, bo od początku tego cyrku na portierni prowadzą pomiary temperatury u wchodzących. Bez ogłoszenia "pandemii" nikogo nie obchodziło, że ktoś ma gorączkę czy kaszel. Nikt nie panikował, bo media nie kazały panikować. Proste, nieprawdaż?
Skoro dziś można karać ludzi za brak maseczki, skoro sanepid może nakładać kary rzędu rocznych zarobków, to według tej logiki powinienem chyba mieć prawo domagać się odszkodowania od państwa polskiego za moją chorobę sprzed 10 i 3 lat? Bo gdyby wtedy rząd nakazał wszystkim zakładać maski i trzymać dystans, to może wtedy bym się niczym nie zaraził? Rozumiecie już do czego zmierzam, rozumiecie nonsens obecnych obostrzeń? Czy jesteście nadal pewni, że obecna "pandemia" wymaga aż takich środków, skoro dotychczas żadna epidemia tego nie wymagała?
Myślę, że prawie każdy z czytających przypomni sobie podobne historie ze swojego życia, kiedy jakieś choróbsko położyło do łóżka, a człowiek nie był pewien czy przeżyje. Tylko czy wtedy ktoś z tego powodu panikował, czy wprowadzano obostrzenia, kwarantanny? Ludzie się od siebie wzajemnie zarażali, a życie obok toczyło się dalej. Prawie wszyscy wyzdrowieli, ale byli tacy co zmarli "na grypę".
Pomyślcie o tym i nie dajcie sobą manipulować płatnym panikarzom.

284


sweter ~sweter (Gość)02.08.2020 14:14

nie ma żadnego wirusa i kropka!

1410


ze wsi ~ze wsi (Gość)31.07.2020 16:26

Tego nie mogę zrozumieć. Jeden z bohaterów tej opowieści, którego dosięgła ta choroba, pomimo zrobionego testu w sobotę, wynik ponoć w poniedziałek, gdzie już to daje do myślenia, dalej poruszał się w sobotę w przestrzeni publicznej, mając kontakt z liczną grupą ludzi. Zadając sobie pytanie, czy podczas sesji rady, miał świadomość, że wcześniej miał kontakt z osobą zarażoną w sąsiedniej gminie. W środę po sesji wtorkowej ponoć już ją miał, będąc na obiekcie SP1. Dalej zadając sobie pytanie, czy już wtedy nie można się było zachowawczo izolować od ludzi. Dla dobra własnego i innych. Uzyskując wynik negatywny testu 17.07 w piątek już brał udział w programie łódzkiej trójki na żywo z Podklasztorza dn. 19.07 w niedzielę. Podczas występu i pobytu tam, nie miał żadnego zabezpieczenia w postaci maseczki, co było widać na ekranie telewizora. Ba, była z nim również inna radna tuż obok, również bez zabezpieczenia. Czy to nie działo się za szybko z tym poluzowaniem po chorobie. Zwykłe czy niezwykłe parcie na szkło.Przecież w tym samym czasie inne osoby przechodziły katusze w swoich domach zarażając się bądź pozostając w kwarantannie.Czy to nie było to samo ognisko zachorowań?. To nie fer względem innych osób, np. radnych z rodzinami, pracowników urzędu, którzy musieli być poddani kwarantannie, siedząc w domach utracili swoje dochody prowadząc działalność gospodarczą. Czy patrząc w niedzielę na ekran telewizora, mogli być spokojni. Gdzie jest ludzka odpowiedzialność i słowo przepraszam. Gdzie pokora. To nie czas na gwiazdorzenie.Sytuacja i czas bardzo przykry, pół miasta sparaliżowane,urząd zamknięty, a tu jakby nic się nie stało. Czas na przemyślenia chyba.

134


Polak ~Polak (Gość)01.08.2020 08:33

Około 6 000 osób rocznie w Polsce w różnych grupach wiekowych odbiera sobie życie. Czy to nie jest pandemia ? Gdzie są jakieś programy do walki z tym ?

223


Pierre D. ~Pierre D. (Gość)31.07.2020 23:04

Drodzy Covidianie! Jesteście tylko narzędziem w rękach "starszych i mądrzejszych", którzy tworzą rządzący zza kulis tzw. rząd światowy. Wasza panika i nienawiść do wszystkich, którzy zachowali jeszcze zdrowy rozsądek i trzeźwość myślenia jest im bardzo na rękę. To oni Was stworzyli, podobnie jak według rozmaitych religii bogowie stworzyli kiedyś ludzi. Stworzyli bazując na strachu, niewiedzy i nieumiejętności samodzielnego myślenia, którą się cechujecie. Oni wiedzą, że myślicie telewizorami, a wszystkie największe światowe media są w ich rękach. Ukształtowali Was w przeciągu zaledwie tygodni. Już zapomnieliście, że jeszcze niedawno normalność oznaczała coś innego. Dziś dla Was normalnością jest kaganiec na gębie i donoszenie na wszystkich, których kaganiec uwiera. Sami ochoczo zaangażowaliście się w przyspieszenie wdrożenia czegoś, co jest znane już od jakichś 30 lat pod nazwą NWO. Ale przecież dla Was to "teoria spiskowa"...
To wszystko jest dokładnie wyreżyserowane, tylko że otaczająca nas rzeczywistość to nasze życie i nasz świat, a nie jakiś pieprzony film...
Światowy rząd chce wprowadzenia globalnych zmian, dlatego ogłupianie ma zasięg globalny, a nie lokalny. Dlatego rozdmuchali histerię na całym świecie. A Wy łykacie wszystko co Wam podsuną jak pelikany...
Ja nie wiem, za jaką stawkę dał się rządowi światowemu skorumpować "polski" rząd, ale że się skorumpował, to jestem pewien. Nie da się inaczej niż gigantyczną łapówką wyjaśnić tego, że profesor medycyny wprowadza jakieś nakazy i zakazy sprzeczne z wiedzą medyczną. Pomyślcie o tym. Nie wiem, o jaką sumę chodziło w przypadku Polski, ale w przypadku Białorusi dane są tutaj:
https://www.salon24.pl/u/niemcy/1066277,jak-aleksander-lukaszenko-ocalil-bialorus-przed-korona
O tym, że jest to wielka światowa ściema wiedziałem od początku i pisałem o tym zresztą tutaj.
Teraz znowu straszą wzrostem ilości zakażonych, bo przecież już wcześniej zapowiedzieli, że nastąpi drugi atak pandemii, więc od tego planu odstąpić nie mogą. Zwykły coroczny sezon grypowy im w tym pomoże, bo pojawi się wielu kasłających i z gorączką - oni od razu będą podejrzani o koronawirusa, którego obecność testy z pewnością wykażą. Przybędzie też chorych, którzy nabawią się problemów zdrowotnych od długiego noszenia maseczek - niedotlenienie i siedlisko grzybów i bakterii pod nosem z pewnością przyniosą takie rezultaty. I o to głównie w tym przymusie noszenia maseczek chodzi - ma być jak najwięcej chorych, by pandemia mogła trwać tak długo, aż się wszystkich pod przymusem zaszczepi. Tyle tylko, że to nie jest żaden plan globalnego uzdrawiania, a jedynie eksperyment medyczny na globalną skalę. I to eksperyment nie byle jaki, bo godny samego doktora Josefa Mengele. Może zresztą czas tego faceta zrehabilitować, skoro takim eksperymentom przyklaskują i ministrowie zdrowia i zwykła ogłupiona medialnie tłuszcza?
Drodzy Covidianie - życzę Wam przejrzenia na oczy.
Pierre Dolevas

235


reklama

Społeczność

Doceniamy za wyłączenie AdBlocka na naszym portalu. Postaramy się, aby reklamy nie zakłócały przeglądania strony. Jeśli jakaś reklama lub umiejscowienie jej spowoduje dyskomfort prosimy, poinformuj nas o tym!

Życzymy miłego przeglądania naszej strony!

zamknij komunikat