Nie zgadzają się na rozlewnię gazu w centrum wsi cd.

Tydzień Trybunalski Poniedziałek, 11 czerwca 20120 11299
- Nie chcemy rozlewni gazu w naszej wsi, boimy się o własne bezpieczeństwo, boimy się smrodu i ciężkich samochodów ciężarowych przejeżdżających przez wieś kilkadziesiąt razy dziennie...
Mieszkańcy Kamocina budowę rozlewni w ich wsi blokują już od czterech lat. W tym czasie Urząd Gminy w Grabicy nie wydawał zgody na realizację tego przedsięwzięcia. W tym roku ją wydał, ale pod pewnymi warunkami. W raporcie o oddziaływaniu na środowisko do decyzji wójta gminy Grabica o środowiskowych uwarunkowaniach zgody na realizację przedsięwzięcia budowy rozlewni gazu płynnego propan- butan dowiadujemy się, że firma może inwestować, ale gaz ma rozwozić małymi samochodami.

- Do tej pory gmina nie wydawała pozwolenia na budowę rozlewni. Teraz takie pozwolenie jest. Gmina określiła, że może być to inwestycja do 50 ton (ilość zgromadzonego w cysternach gazu), a projekt zakłada 50 ton i więcej gazu w ogromnych cysternach. Poza tym, z tego co wiem, to gmina wydała kolejny warunek. Pozwoliła przewozić gaz gminnymi drogami, ale małymi samochodami 8 i 10 ton. Wiemy, że inwestor będzie woził gaz cysternami, jakie mu są potrzebne, czyli jak do tej pory, 25 ton - 18 samochodów na dobę (wg raportu). Nasze drogi nie są przystosowane dla takich wielkich samochodów. Dwa samochody osobowe mają problem ze swobodnym minięciem się na drodze w Kamocinie, a co dopiero mówić o ciężarowych. Zniszczą nam drogi i zagrożenie wywróceniem takiej cysterny z gazem jest naprawdę bardzo duże, bo jest wąsko - tłumaczy Jarosław Murawski.

- Boimy się, bo taka rozlewnia to bomba tykająca. Nie chcemy takiej w naszej wsi. W bezpośrednim sąsiedztwie działki, gdzie miałaby być rozlewnia, jest około ośmiu domów, a w nieco dalszej trochę więcej. Pole rażenia wynosi około kilometra. W razie rozszczelnienia cysterny, wypadku czy wykolejenia połowę wsi trzeba by ewakuować - mówi inny mieszkaniec.
Wójt gminy Grabica pozytywną decyzję środowiskową wydała, bo nie miała już argumentów do odmowy.

- Wydaliśmy pozytywną opinię o tzw. środowiskowych uwarunkowaniach, bo inwestor spełnił wszystkie warunki określone przez prawo. Dokładnie nastąpiło to 7 maja tego roku. Rzeczywiście wcześniej te decyzje były negatywne, bo inwestor nie spełniał wymogów. Teraz spełnia i musieliśmy wydać pozytywną opinię, ale oczywiście zrobiliśmy to pod pewnymi warunkami. Tych warunków jest dużo i to temat na długą rozmowę. Temat rozlewni w Kamocinie istnieje już od czterech lat. Od tego czasu mieszkańcy protestują i spotykają się na zebraniach w tej sprawie. Dla nas ich głos jest bardzo ważny i na takich spotkaniach bywałem. Na jednym z nich wyjaśniłem mieszkańcom, dlaczego taka decyzja i liczyłem na to, że zrozumieli. Głos mieszkańców jest dla nas bardzo ważny, ale powtarzam: musimy przestrzegać prawa - mówi Zbigniew Maksymowicz, zastępca wójta gminy Grabica.

Inwestor twierdzi, że protesty i obawy mieszkańców są niesłuszne. - Planujemy w Kamocinie rozbudowę istniejącej już rozlewni. Chcemy w zasadzie wybudować ją od podstaw, by była bardziej nowoczesna, na potrzeby firmy. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować ten projekt. Pierwszy krok mamy za sobą. Dostaliśmy pozytywną decyzję środowiskową z gminy Grabica po czterech latach starań. Mieszkańcy nie chcą, protestują. Myślę, że protesty mieszkańców są niesłuszne. Rozlewnia, która obecnie istnieje, została wybudowana w 2003 r. i nikt z tych mieszkańców wtedy nie protestował. Nie jest to dla mnie zrozumiałe. Inwestycja ta nie wybiega poza obrys terenu, który w tej chwili posiadamy. Dostaliśmy cztery decyzje negatywne i wszystkie one zostały uchylone przez SKO przez błędy formalne gminy. Gmina poczyniła szereg błędów na etapie wydawania tej decyzji, mimo tego, że inne instytucje na etapie projektowania tej decyzji pozytywnie zaopiniowały tę rozlewnię. Mam nadzieję, że niebawem powstanie i obawy mieszkańców będą bezpodstawne - mówi Witold Dzwonek, współwłaściciel firmy D&D.
Mieszkańcy twierdzą, że strefa rażenia wynosi kilometr. Boją się rozszczelnienia cystern, kolizji, wypadków i ewakuacji wsi.

- Są przepisy, które regulują dokładnie odległości magazynów znajdujących się w rozlewni i mogę mieszkańców zapewnić, że nie wychodzimy ze strefą zagrożenia poza własny teren - dodaje Witold Dzwonek.

***

Czy powstanie rozlewnia gazu w Kamocinie, jeszcze nie wiadomo. Choć opinia środowiskowa jest pozytywna, to inwestor nie uzyskał jeszcze pozwolenia na budowę. Mieszkańcy ostrzegają, że w ostateczności będą blokować drogi i tamować przejazd cystern.

- Blokada to duże słowo. Na drodze, przy której znajduje się rozlewnia, wystarczy postawić auto i cysterna nie przejedzie. W ostateczności tak będziemy postępować - mówią protestujący mieszkańcy Kamocina.

Ewa Tarnowska-Ciotucha




Zainteresował temat?

1

0


Komentarze (0)

Zaloguj się: FacebookGoogleKonto ePiotrkow.pl
loading
Portal epiotrkow.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby komentujące czynią to na swoją odpowiedzialność karną lub cywilną.

Na tym forum nie ma jeszcze wpisów
reklama

Społeczność

Doceniamy za wyłączenie AdBlocka na naszym portalu. Postaramy się, aby reklamy nie zakłócały przeglądania strony. Jeśli jakaś reklama lub umiejscowienie jej spowoduje dyskomfort prosimy, poinformuj nas o tym!

Życzymy miłego przeglądania naszej strony!

zamknij komunikat