Piotrkowscy rycerze bata

Utworzono: Niedziela, 18 stycznia 2015 10 9676
Przez nieco ponad pół wieku ułatwiali piotrkowianom życie codzienne, w równym jednak stopniu także mocno je uprzykrzali...

Ładuję galerię...

Złośliwie mawiano o nich rycerze bata, zaś ich pojazdy nazywano dryndami i pudłami. Piotrkowscy dorożkarze nie stronili od bitki i wypitki, siali panikę na trotuarach, z werwą zakłócali ciszę nocną, dawali schronienie ubogim kochankom i… rosły im rogi. Swego czasu, za sprawą morderstwa w dorożce nr 13, trafili nawet na szpalty ogólnopolskich gazet.

Mieszkańcom Piotrkowa gubernialnego i międzywojennego trudno byłoby sobie wyobrazić miasto bez dorożek. Stanowiły one, w owych czasach, podstawowy środek transportu i stały element miejskiego krajobrazu. Sami dorożkarze zaś tworzyli dość trudną do okiełznania grupę wśród lokalnej społeczności. Z jednej strony ułatwiali piotrkowianom życie codzienne, z drugiej jednak dawali się im we znaki. Skorzy do bitki i wypitki, za sprawą ułańskiej fantazji w powożeniu siali panikę na ulicach, zakłócali ciszę nocną i dość nagminnie bywali na bakier z dorożkarską taksą. Złośliwie mawiano o nich rycerze bata, ich pojazdy zaś określano niewybrednym mianem dryndy i pudła.

Pierwsze dorożki

W Piotrkowie dorożki pojawiły się stosunkowo późno. Gdy po ulicach pobliskiej Łodzi kursowały regularnie już od 1840 roku piotrkowianom przyszło na nie czekać jeszcze nieco ponad czterdzieści lat. W 1875 roku lokalny „Tydzień”, w numerze 23, utyskiwał na ich brak pisząc: „(…) miasto nie ma dorożek, (…) posiadaczami koni i wozów są tylko przedmieszczanie-rolnicy.” Sześć lat później na łamach tej samej gazety, w numerze 8, ukazała się pierwsza wzmianka dotyczącą piotrkowskich dorożek. Co prawda jest to skarga na brak jednolitej i określonej taksy dorożkarskiej, niemniej stanowi dowód na istnienie już tego rodzaju transportu w naszym mieście. „(…) jeden z naszych prenumeratorów – donosił wspomniany „Tydzień” – za przejażdżkę z Rynku przez Kaliską ulicę (obecnie Słowackiego, przyp. aut) do kolei i napowrót (pisownia oryginalna, przyp. aut) przed kościół Bernardyński – nie zatrzymując się nigdzie, jednokonnym sankom musiał zapłacić czterdzieści, wyraźnie czterdzieści kopiejek. Takie nadużycie (…) może i powinno być karane.”

Polacy i Żydzi  

Do końca XIX stulecia i przez kilka pierwszych lat XX wieku Piotrków, jako stolica najbogatszej guberni carskiego imperium posiadał zaledwie dwa postoje dla konnych taksówek. Co ciekawe wśród dorożkarzy był zarysowany wyraźny podział na Polaków i Żydów. Postój tych pierwszych był zlokalizowany przy hotelu „Krakowskim”, na przeciwko kościoła Bernardynów, na placu dziś zwanym placem Kościuszki. Ci drudzy „parkowali” w samym centrum piotrkowskiego Starego Miasta. „Na Rynku Trybunalskim był postój żydowskich dorożkarzy. Było to dorożkarskie getto – pisał Zygmunt Tenenbaum w  swych „Gawędach o dawnych Piotrkowie”. I dalej: „Wszystkie żydowskie dorożki były jednokonne, rzadko ogumione i źle utrzymane, choć wszystkie podlegały corocznemu przeglądowi policyjnemu. Dorożkarze byli przeważnie w wieku średnim, brodaci, pogodni, zażywni, rumiani, bo przesiadywali cały dzień na powietrzu: na koźle, kiedy wiozło się klienta, albo na miękkim pasażerskim siedzeniu, kiedy wyczekiwało się na postoju na Rynku Trybunalskim. Od strony zachodniej Rynku była żelazna studnia z rotundowatą, drewnianą obudową (…), stąd czerpano wodę dla dorożkarskich koni. Na postoju odpoczywał i odżywiał się koń i woźnica. Koniowi zawieszano na łeb worek z sianem lub obrokiem, a gospodarz rozwalał się na miękkim pasażerskim siedzeniu, gdzie spożywał obiad, który przynosiła mu żona. (…) Po obiedzie (…) kiedy nadal nie było klienta, dorożkarz ucinał sobie drzemkę lub wdawał się w rozmowę z innymi dorożkarzami. (…) Ale nie należy stąd wynosić, że dorożkarze zawsze tak sielankowo na postoju odpoczywali (…). Była to ferajna, jak ludzie spędzający cały dzień, a często i całą noc poza domem, do wypitki i do wybitki. Niejednokrotnie Rynek Trybunalski był areną zapasów skłóconych rycerzy bata”.

Trzeci postój dorożek został zorganizowany w Piotrkowie 1907 roku. Zlokalizowano go przy głównej ulicy miasta – Kaliskiej (obecnie Słowackiego), na wprost dopiero co wybudowanego gmachu sądowego. Zlikwidowano go w okresie międzywojennym. W zamian pozwolono „parkować” dorożkarzom po obu stronach placu Kościuszki.

Miejscem, do którego najczęściej kierowały się piotrkowskie dorożki był oczywiście dworzec kolejowy. Tutaj nie tylko przywożono pasażerów udających się w podróż koleją, ale również oczekiwano na tych, którzy tą koleją przybywali do miasta. Plac wokół dworca był przez lata nieoficjalnym postojem piotrkowskich dorożkarzy.

Od 1903 roku piotrkowskie dorożki, za dodatkową opłatą, na życzenie swych klientów, zatrzymywały się także na przystankach kolejki sulejowskiej („Tydzień” 22/1903).
W 1939 roku na terenie Piotrkowa było zlokalizowanych dziesięć postojów dorożek. Obok wymienionych dorożki można było spotkać również na placu Zamkowym, przy Pasażu Rudowskiego miedzy Halą Targową, a ulicą Tomickiego (dziś Próchnika), przy ulicy Żeromskiego tuż za zabudowaniami Gazowni Miejskiej (obecnie siedziba TBS), Sulejowskiej przy Starostwie, Żelaznej, Młynarskiej i Szerokiej.
        
Od 13 do 64 „pudeł”

Ile było dorożek w Piotrkowie? Początkowo niewiele. Ponad 30-tysięczny Piotrków na przełomie lat 80. i 90. XIX stulecia obsługiwało zaledwie 13 dorożek. Jednak wraz z rozwojem przemysłowym miasta ich liczba rosła. 20 konnych taksówek przybyło w Piotrkowie tuż po wzniesieniu na Bugaju Manufaktury Piotrkowskiej („Tydzień” 5/1896). Największy jednak boom dorożkarski miasto przeżyło w okresie międzywojennym. W 1939 roku w Piotrkowie liczącym przeszło 52 tysiące mieszkańców zarejestrowano 64 dorożki.

Na wzór Warszawy

Przez pierwsze lata funkcjonowania transportu dorożkarskiego w Piotrkowie nie istniały oficjalne przepisy regulujące zasady świadczenia tego rodzaju usług przewozowych. Podobnie wyglądała kwestia opłat. Pierwsze stosowny regulaminy w obu kwestiach zostały wydane przez Naczelnika Guberni Piotrkowskiej dopiero w 1889 roku. „Taksa dla dorożek piotrkowskich ustanowioną została – donosił „Tydzień” w numerze 49 wspomnianego roku. I tak korzystający z konnych taksówek musieli zapłacić: „(…) po kopiejek 15 za kurs w obrębie miasta; po kopiejek 25 na Bugaj, stacyję towarową i dworzec drogi żelaznej bez bagaży; po kopiejek 30 z miasta i do miasta z tegoż dworca z bagażem.” W treści opublikowanej taksy znalazły się również zapisy, iż: „Ceny te obwiązują podczas dnia; w porze nocnej podwyższają się o kopiejek 5, z wyjątkiem pierwszej pozycji. Nadto ustanowioną została taksa za jazdę na godziny; wynosi ona, tak w dzień jak w nocy kopiejek 50 za pierwszą godzinę, po kopiejek 30 za następne.” Wielkość opłat dorożkarskich utrzymywała się przez kilka następnych lat na tym samym poziomie. Zdarzało się jednak, że poprzez łamy lokalnej gazety (m.in. „Tydzień” 28/1891) piotrkowianie domagali się od władz gubernialnych, by wzorem Warszawy, podróżni korzystający z konnych taksówek płacili za bagaż ważący więcej niż pud (rosyjska jednostka wagowa równa 16,38 kg, przyp. aut.).

Co zaś się tyczy wymogów stawianych woźnicom i ich pojazdom to jak donosił „Tydzień” w numerze 51 w 1889 roku, wedle nowych przepisów dorożkarze tutejsi  zobowiązani byli „(…) mieć porządne powozy, sanie i uprząż; odziewać się według stałej przepisanej formy; na powozach opatrzonych odpowiednim numerem mieć poprzybijane tabliczki z taksą za kursa jazdy, słowem zreformowani być mają na sposób warszawski. Dopilnowanie wykonania tego rozporządzenia powierzone zostało p. policmajstrowi.”   

… i łódzkim zwyczajem

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że wraz z nastaniem oficjalnego cennika usług tutejsi „kierowcy” drynd nie próbowali wprowadzać własnych stawek kursów. „Niektórzy z naszych dorożkarzy zaczynają naśladować łódzkich i to z tych dawnych czasów, kiedy jeszcze wolno im było brać na kieł i lekceważyć taksę i pasażerów – pisał „Tydzień” w numerze 23/1895. I dalej następował opis poczynań lokalnych rycerzy bata – „Jeden oto z naszych znajomych (…) w dzień Zielonych Świątek (…) wsiadł do dorożki (…) i kazał się wieźć za przejazd kolei żelaznej, tuż za młynem parowym w domu Petrykowskiego; dorożkarz jednak nie chciał ruszyć z miejsca dokąd nie wytargował za ten niewielki wcale kurs kopiejek 25, jakkolwiek należało mu się, podług obowiązującej taksy kopiejek 15. Znajomy nasz zapłacił, bo innej dorożki (…) nie było, a interes miał nader pilny, zawołany jednak przezeń strażnik otrzymał polecenie spisania odpowiedniego protokołu.” Kilka lat później, dziennikarze tej samej gazety, na wieść o podobnych praktykach piotrkowskich fiakrów sformułowali dość zabawne określenie na owe czyny. Gdy tylko pojawiały się kolejne doniesienia o żądaniach zapłaty za kurs ponad taksę „Tydzień” grzmiał ze swych szpalt, że piotrkowskim dorożkarzom znów wyrastają… rogi.” („Tydzień” nr 38/1903).

 Bandyckie porachunki

O dorożkach z Piotrkowa zrobiło się głośno w 1931 roku. Wówczas, za sprawą morderstwa, jakiego dokonano w pojeździe oznakowanym numerem 13, trafili oni na łamy ogólnopolskich gazet, w tym na szpalty słynącego z sensacyjnych doniesień „Tajnego Detektywa”. Ten bogato ilustrowany tygodnik kryminalno-sądowy w wydaniu 34/1931 dość obszernie opisał kulisy śmierci niejakiego Finkelsteina, Żyda, herszta lokalnej bandy, budzącej postrach w całym Piotrkowie. Zginął on od kul, wystrzelonych przez nieznanego sprawcę, właśnie w dorożce nr 13, przed swym domem u zbiegu ulic Jerozolimskiej i Starowarszawskiej, gdy wracał z zabawy tanecznej z pobliskiego Przygłowa. O dokonanie zabójstwa podejrzewano niejakiego Adama Kaczkę, konkurenta Finkelsteina do przywództwa w szajce. Winy jednak mu nie udowodniono. Materiał w „Tajnym Detektywie” zaś opatrzono dużą i wyraźną fotografią dorożki, w której Finkelstein stracił życie.   

Z ułańską fantazją

Piotrkowscy dorożkarze oprócz tego, że znacznie ułatwiali życie mieszkańcom miasta w czasach, gdy motoryzacja dopiero raczkowała, równie mocno dawali się im we znaki. Ich niemal ułańska fantazja w powożeniu niejednego przyprawiała o palpitacje serca. Brawurowa jazda rynsztokami i chodnikami, potrącenia przechodniów, „branie” zakrętów w galopie pośród ciasnych uliczek Starego Miasta czy wyścigi między woźnicami to część „atrakcji”, jakie potrafili zafundować piotrkowianom. „Dorożkarze stojący na stacyi obok hotelu Krakowskiego, w chwili, gdy ktoś znajdujący się po drugiej stronie ulicy zawoła dorożki, urządzają wyścig z przeszkodami, zajeżdżając sobie wzajemnie drogę. Wobec dość ożywionego ruchu na przejściu przez placyk po-bernardyński wyścigi podobne bardzo łatwo spowodować mogą wypadek nieszczęśliwy – ganił zachowania fiakrów „Tydzień” w wydaniu 33/1896 roku. I dalej proponowano: „Warto by było ukrócić ten zwyczaj, zniewalając dorożkarzy, by na wzór kolegów po bacie z innych miast, wyjeżdżali ze stacyi po kolei, zaczynając od stojącego najbliżej.”

Zdarzało się także, że dorożkarski koń wystraszony poniósł pojazd pełen pasażerów. Taki wypadek miał miejsce między innymi w lutym 1895 roku, kiedy to spłoszony rumak dorożki nr 18, stojącej przed dworcem kolejowym, pognał na oślep przed siebie, ciągnąc za sobą bryczkę z pięcioma pasażerkami. Finał podróży dla pań zakończył się ich twardym lądowaniem na bruku, gdy podczas szaleńczej jazdy pojazd ów nadmiernie przechylił się na jednym z zakrętów („Tydzień” 6/1895).  
 
Schronienie dla kochanków

Byli piotrkowscy dorożkarze także bohaterami nocnych ekscesów, zwłaszcza w czasach gubernialnych miasta. Nasilały się one w dniach, gdy miejskim urzędnikom wypłacano pobory. Nadmiernie uraczeni trunkami z lokalnych restauracji czy szynków biuraliści, wytaczając się z owych lokali z pijackim śpiewem na ustach, zwykle kazali się wieźć dorożkarzom do jednego z publicznych domów uciech, jakie w owym czasie funkcjonowały w Piotrkowie bądź też do ogrodu kolejowego, który nocą we władanie przejmowały córy Koryntu.

Zdarzało się jednak, że dorożkarskie „pudła” same stawały się schronieniem dla ubogich kochanków. „Piotrków (…) miał też, jak duże miasto, swoje nocne życie, co szczególnie przysparzało zarobków dorożkarzom” – wspominał Zygmunt Tenenbaum w swych „Gawędach o dawnym Piotrkowie”. „Poza pełnieniem roli komunikacyjnej dorożki były wygodnym, ciepłym i dyskretnym gniazdkiem dla zakochanych par. Gruby, rumiany, z czarnym zarostem, z wielkim kaszakiem na czole, dorożkarz Grabowski, jak tylko zauważył zbliżającą się zakochaną parę, szybko ściągał z końskiego łba worek i choć pogoda była bardzo słoneczna, podnosił z obleśnym uśmiechem skórzaną budę, a na uwagi kolegi, że nie ma deszczu, zbywał go powiedzeniem: „Ale niebo trochę się chmurzy…” (…).”   

Na dźwięk strażackiego dzwonka

Dorożkarze piotrkowscy, niezbyt skorzy do wypożyczania swych koni, utrudniali działania lokalnej straży pożarnej, w czasach, gdy o zmechanizowanych beczkowozach nikt jeszcze nie marzył. Jak wspominał cytowany już doktor Tenenbaum w swej książce „panikę wśród dorożkarzy na Rynku Trybunalskim i placu Kościuszki wywoływał alarm pożarowy. Ochotnicza straż, nie posiadając własnych koni, w razie pożaru rekwirowała wszystkie napotkane szkapy. W pierwszym rzędzie udawano się na miejsca postoju dorożek, gdzie przeważnie pojazdów tych już nie było. U uczulonych na alarm pożarowy koni, dzwony wywoływał bowiem odruch warunkowy: ucieczkę do stajni. Było to po myśli dorożkarzy, którzy w pełni solidaryzowali się ze swoimi końmi, gdyż za wypożyczenie koni nie płacili im zbyt wiele.”     

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że lokalni fiakrzy bywali również bardzo pomocni. O czym przekonuje w swych „Gawędach…” ww. Tenenbaum – „Konie dorożkarzy, jako jedyna siła pociągowa w okresie, kiedy motoryzacja była jeszcze w powijakach, mobilizowano do transportu wielkich ciężarów. Taką okazją było przewiezienie wielkiego kotła parowego do budowanego w tym okresie zakładu przemysłu włókienniczego na Bugaju. Do dwóch sprzężonych platform, na których umieszczono kocioł, zaprzężono dwadzieścia par koni, które smagane były dorożkarskimi batami. Pod koła wozów podkładano grube deski, bo żelazne obręcze kół grzęzły w moszczonej kamieniami nawierzchni, nie wytrzymującej takiego obciążenia. Ten gigantyczny ciężar przy akompaniamencie nawoływań dorożkarzy „Wio, wio!” dotarł na miejsce przeznaczenia, którego odległość równała się około czterech kilometrów, po… dwóch dobach!”

Jak aparaty Bergera

Prawdziwą zmorą piotrkowskich dorożek, zwłaszcza tych za czasów gubernialnych była ich czystość, a właściwie jej nader częsty brak. Co rusz skarżyli się piotrkowianie na ową niedogodność. „Wszystko ma swoje granice – nawet i wstręt budzące utrzymanie tutejszych dorożek. O niechlujstwie ich właścicieli mówiliśmy nieraz; jeśli jednak niechlujstwo to dochodzi do tego stopnia, że niepodobna już dzisiaj wsiąść do dorożki bez febrycznego dreszczu obrzydzenia – dobrze by było, aby policyja przyszła tu ze swoją interwencyją i wytłumaczyła we właściwy sposób panom dorożkarzom – żydkom jak mają utrzymywać swoje… pudła – utyskiwano na stronach „Tygodnia” nr 15/1884 głównie na woźniców żydowskich.

Z czasem wcale nie bywało lepiej. „Gdyby ktokolwiek (…) przechodząc koło litewskiego hotelu (dziś kamienica Rynek Trybunalski 2) spojrzał na nasze piotrkowskie wehikuły, wyrobiłby sobie o nas fatalny sąd: bo też wszystkie owe „dryndy” stare, odarte, brudne, zda się, że lada chwila się rozsypią; koniska wychudzone, nędznie utrzymane; sami zaś woźnice to najzwyklejsi łachmaniarze, brudni i niechlujni” – grzmiał „Tydzień” w wydaniu 16/1887. I dalej, w wydaniu 21/1887 – „Dorożki nasze coraz wstrętniejsze – słowem niemożliwe! Jedno z dwojga: albo instytucję tę trzeba znieść, albo ją zupełnie na nowo zorganizować. Dzisiejsze nasze wehikuły walczą o lepsze z aparatami Bergera.” Te ostatnie, w owych czasach, były niczym innym, jak wozami asenizacyjnymi, wywożącymi nieczystości z rynsztoków i dołów kloacznych.  

W tym wspomnianym, 1887 roku, w ramach zaprowadzenia jako takiego porządku pośród piotrkowskich dorożek  na jakiś czas wstrzymano ruch tych najbardziej zniszczonych. „Nareszcie dorożki nasze zaczynają być porządne. Przez kilka dni nie wolno im było pokazywać się na mieście, dokąd się nie umyły i nie przykryły ran swych i brudu” – donoszono na łamach „Tygodnia” w wydaniu 33/1887. Autor informacji jednak dodał: „My jednak nauczeni doświadczeniem, nie pozwalamy sobie cieszyć się zbytecznie z tej metamorfozy i poprawy – gdyż nie wiemy jeszcze, jak długo trwać będą dobre intencje i gorliwość policyji.”    

O tym, że z problemem czystości w dorożkach w okresie gubernialnym naszego miasta nie radzono sobie zbyt dobrze świadczy fakt, że temat ten co jakiś czas powracał w kolejnych latach. Co rusz lokalny „Tydzień” „krzyczał” ze swych szpalt: „Dorożki odrapane i brudne od dawna wymagają lustracyi, która by jaki taki zaprowadziła porządek i usunęła z ulic wehikuły nieodpowiadające wymaganiom, bodajby najskromniejszym. Zwłaszcza odzież woźniców należałoby, jak najszybciej doprowadzić do porządku.” („Tydzień” 50/1895).

Pomimo owych niedogodności, uciążliwego niekiedy zachowania dorożkarzy ich wehikuły służyły piotrkowianom przez wiele lat, zapewniając w miarę wygodny i szybki transport w najodleglejsze miejsca w mieście. Kres świata jednokonnych i dwukonnych drynd rozpoczął się wraz rozwojem motoryzacji. W latach 30. minionego stulecia na piotrkowskich ulicach zaczęły pojawiać się pierwsze taksówki samochodowe, które dzieliły postoje z dorożkami. Kres tych ostatnich nadszedł w naszym mieście wraz z wybuchem II wojny światowej. Po jej zakończeniu owszem jeszcze kilka „pudeł” woziło pasażerów po mieście, niemniej przegrały one konkurencję z nowo powstającą komunikacją miejską.

Agawa

Bibliografia:
1. Tydzień 1875-1903
2. Tajny Detektyw 34/1931 za www.tajnydetektyw.blogspot.com
3. Z. Tenenbaum „Gawędy o dawnym Piotrkowie. Memuary”, Wyd. III, Piotrków Trybunalski 2012.


Zainteresował temat?

14

1


Komentarze (10)

komentuj kontem facebook loading

Portal epiotrkow.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników. Osoby komentujące czynią to na swoją odpowiedzialność karną lub cywilną.

Al Bundy Al Bundyranga18.01.2015 20:11

Cytuję:
Ponad 30-tysięczny Piotrków na przełomie lat 80. i 90. XIX stulecia obsługiwało zaledwie 13 dorożek.


Wystarczy drobna zmiana tego zdania i mamy opis z przyszłości:
Ponad 30-tysięczny Piotrków na przełomie lat 80. i 90. XXI stulecia obsługiwało zaledwie 13 autobusów.
Tak sobie "antycypuję" w oparciu o trendy demograficzne miasta i rozwój taboru piotrkowskiego MZK. ;)

"luzik" napisał(a):
Zobaczcie jaką ckliwą propagandę o "wspaniałym" Piotrkowie robią na Onecie


Przeczytałem, ale żaden autor się pod tym nie podpisał. Na podstawie tegoż sformułowania

Cytuję:
kilka lat temu zaskoczył robotników, budujących nową deszczówkę… Podczas prac


podejrzewam, że autorem tego gniota jest któryś z redaktorów epiotrkow lub wręcz pani Majczyna we własnej osobie. ;)

51


janusz ~janusz (Gość)18.01.2015 15:01

"ares1" napisał(a):

tutaj są ciekawsze... heh :)

12


ares1 ares1ranga18.01.2015 14:08

"esbek" napisał(a):
ares1,luzik,piotrkowianin,tutaj,wy pochodzenie macie chłopskie to i bat wam nie dziwny,pewnie nie jeden raz dziadek-ojciec przeczesał was tym narzędziem po plecach.
ares1,luzik


Smutny jesteś jak Twój nick :)))

54


luzik luzikranga18.01.2015 14:08

"esbek" napisał(a):
wy pochodzenie macie chłopskie


Esbecja rekrutowała się z arystokracji? A może z prostaków, szumowin i karierowiczów najpodlejszej maści?
Nieważne skąd pochodzisz, nieważne kim jesteś, ważne jakim jesteś człowiekiem. Wróć do pierwszego zdania i sprawdź, w której kategorii się mieścisz.

52


97-300 ~97-300 (Gość)18.01.2015 13:41

Restauracja "Europa".......Tam posiadaczy batów ciężko było uświadczyć a jeśli już to w roli sponsorów , pobyt tam w jakiś sposób ich nobilitował,mogli później chwalić się że pili wódkę z Pasikiem,Garbusem,Rekinem,Grzałą,Braćmi Piątkowskimi z Targowej,Ukraintzem i kilkoma jeszcze innymi częstymi bywalcami w/w restauracij(celowo pomijam plejadę znanych piotrkowskich sportowców którzy byli częstymi tam bywalcami).W latach 70-tych bawili się tam "chłopcy z miasta" Wspaniałe czasy szalonej zabawy .Pamiętam,pamiętam .

51


esbek ~esbek (Gość)18.01.2015 13:22

ares1,luzik,piotrkowianin,tutaj,wy pochodzenie macie chłopskie to i bat wam nie dziwny,pewnie nie jeden raz dziadek-ojciec przeczesał was tym narzędziem po plecach.
ares1,luzik

35


ares1 ares1ranga18.01.2015 11:54

Ciekawe komentarze pod artykułem poznajpolske :)))

32


luzik luzikranga18.01.2015 11:43

Zobaczcie jaką ckliwą propagandę o "wspaniałym" Piotrkowie robią na Onecie:
http://poznajpolske.onet.pl/lodzkie/piotrkow-trybunalski-atrakcje-krolewskiego-miasta/df4lb
Wiadomo, ża za piniondze można wszystko.

Komentarz był edytowany przez autora: 18.01.2015 11:44

32


Why? ~Why? (Gość)18.01.2015 10:35

Na jednym zdjęciu widać przepiękną starą rynkową studnię. Dlaczego jej nie zrekonstruować?

100


kier ~kier (Gość)18.01.2015 10:24

Bardzo ciekawe. Prosimy o więcej takiej nieznanej historii Piotrkowa.

121


Społeczność

icon
INFORMACJA

Korzystasz z dodatku AdBlock! Nasze reklamy nie są natrętne i nie przeszkadzają w przeglądaniu strony. Nie stosujemy wyskakujących reklam i okien.

Wyłącz blokowanie na epiotrkow.pl, aby korzystać z wszystkich funkcji portalu i wyłączyć ten komunikat.

Pomoc